Chcesz wyremontować mieszkanie a nie masz pieniędzy? Prawo pozwala wyłudzić je od sąsiadów.
Letni okres to gorączka domowych remontów. O tym jak za cudze pieniądze można wyremontować mieszkanie opowiem na przykładzie jaki spotkał jednego z mieszkańców łódzkich blokowisk.
Zaczęło się od drobnej awarii hydrauliki, która spowodowała przeciek wody pomiędzy sąsiednimi kondygnacjami. Poszkodowany sąsiad zgłosił szkodę do swojego ubezpieczyciela, a ten za sprawą rzeczoznawcy i działu likwidacji szkód ubezpieczyciela, zażądał listem poleconym od sąsiada nazwanego tutaj sprawcą, wysokiego odszkodowania z groźbą o charakterze szantażu, że w przypadku niespełnienia żądań zapłaty za szkodę w wysokości x sprawa zostanie przekazana do sądu, na podstawie przepisów o regresie czyli przeniesienia kosztów wypłaconego odszkodowania na sprawcę.
I wszystko by uszło płazem gdyby sprawca był ubezpieczony i przekazał dostarczone wezwanie swojemu ubezpieczycielowi, a ten bez przeszkód wypłacił by odszkodowanie ubezpieczycielowi, który pokrył szkodę. Tak teoretycznie ma przebiegać mechanizm zatwierdzony regulacjami prawnymi, który w istocie ma znamiona przestępstwa zorganizowanego.
Zacznijmy od regresu czyli bezwzględnego przenoszenia kosztów wypłaconego odszkodowania na sprawcę. Oszczędzę sobie bełkotu cytowania ustaw, które są na tyle absurdalne, że wyraźnie widać, jak komuś bardzo zależało aby ta ustawa w największym stopniu przenosiła koszty wypłacanych odszkodowań na osoby trzecie. Nie ma tu znaczenia jakie okoliczności spowodowały szkodę, czy celowo, czy przypadkiem. Ustawa w zamaskowany sposób ma wymusić na obywatelach konieczność zawierania umów ubezpieczeniowych aby chronić się przed regresem czyli wymuszeniem nazywanym łagodnie przeniesieniem i nie płacić za wyrządzone szkody z własnej kieszeni lecz z funduszu ubezpieczyciela. Kiedy powiążemy te fakty z osobami mającymi udziału w firmach ubezpieczniowych, szybko dojdziemy do trafnego wniosku skąd taki bubel prawny znalazł się w ustawach? Poświęćmy chwilę, aby to wyjaśnić. Obecnie jeśli ubezpieczasz mieszkanie, to twoje składki nie stanowią kapitału, z którego twój ubezpieczyciel wypłaci odszkodowanie na wypadek szkody jaka cię dotknęła. Składki te idą na obsługę administracyjną a pieniądze na pokrycie szkody mają być ściągane z osoby sprawcy lub jego ubezpieczyciela. Powstaje więc bardzo zasadne pytanie, po co więc płacę tak wysoką składkę, skoro i tak ona nie ma wpływu na wysokość otrzymanego odszkodowania, czy zapłacę dużo, czy mało i tak odszkodowanie idzie od innej osoby?
Więc jeśli chciałbym uzyskać więcej pieniędzy z tytułu odszkodowania, to nie mogę, bo skoro idzie ono z kieszeni sprawcy, to ten może zaprotestować i nie dać mi tyle ile bym chciał. I tu wracamy do naszego wątku, o tym jak można wyłudzić zgodnie z prawem pieniądze na trochę większy remont mieszkania niż w rzeczywistości nam by się należał. Kontynuując wątek, sprawca dostał wezwanie do zapłaty. Gdyby przekazał je swojemu ubezpieczycielowi, ten takie wezwanie by uregulował podnosząc składkę ubezpieczonemu. Ale tutaj sprawca nie dał się zastraszyć i zażądał dokumentacji na jakiej podstawie została wyliczona dość wysoka kwota odszkodowania. Przypomnę, że najpierw przyszło wezwanie do zapłaty z groźbą, bez żadnej rozszerzonej dokumentacji. Czyli klasyczny mechanizm rozliczania kosztów wypłacania odszkodowań pomiędzy ubezpieczycielami osób poszkodowanego i sprawcy został tutaj zakłócony.
Nadesłana dokumentacja wykazała, że odszkodowaniem objęto wszystkie możliwe ślady szkód jakie były widoczne w nie remontowanym od wielu lat mieszkaniu. Czyli poszkodowany we wniosku nie zgłosił śladów usterki sprawcy lecz wszystkie widoczne usterki w swoim mieszkaniu. Było to oczywiste i w sumie logiczne, bo celem zgłoszenia wniosku do odszkodowania nie było naprawienie szkody lecz okazja do pozyskania środków dofinansowania do kapitalnego remontu mieszkania, który od wielu lat był planowany. I znowu pojawia się motyw: przecież na coś te składki płacimy? Niech teraz one się zwrócą.
Odszkodowanie zostało poszkodowanemu wnioskodawcy przyznane i wypłacone, poszkodowany ochoczo zajął się kapitalnym remontem, zaś sprawca na podstawie wezwanie do zapłaty szkody w dniu (…) zażądał matematycznego wyjaśnienia jak doszło w jego mieszkaniu do tragedii, która spowodowała taką ilość szkód w jednej chwili? Że cieknąca woda z instalacji hydraulicznej zalała aż trzy pomieszczenia w tym jedno oddalone o 3 metry. Sprawca domagał się wyjaśnień w jakim czasie od wydarzenia można złożyć wniosek o odszkodowanie i czy szkody się kompensują w czasie? Krótko; czy w roku 2017 można uzyskać odszkodowanie za szkodę powstałą w ubiegłym tysiącleciu?
Ubezpieczyciel w odpowiedzi przekazał informacje – że odstępuje od roszczenia.
Pechowo stało się dla ubezpieczyciela poszkodowanego, że sprawca naiwnie nie przestraszył się gróźb skierowania sprawy do sądu i nie przekazał wezwania swojemu ubezpieczycielowi – którego na całe szczęście nie miał, bo chociaż, być może nie zapłacił by od razu ani złotówki, to jednak musiał by i tak ufundować remont sąsiadowi w wyższych składkach jakie by ponosił na swoje ubezpieczenie, które nie jest rezerwowym depozytem dla niego ale po to, aby płacić innym.
Pomijam nazwę firmy ubezpieczeniowej, która pomogła swojemu klientowi wyremontować mieszkanie na koszt sąsiada, gdyż fortel się nie udał i sąsiad obronił się przed taką inwestycją. Ubezpieczyciel został przez sprawce zdemaskowany i słusznie odstąpił od roszczeń. Ale na pewno odbije sobie to na innych zastraszonych regresem pechowcach.
Drogi czytelniku, zwróć uwagę na to, jak konstruowane jest prawo w Polsce aby mogło dochodzić do takich zastraszeń i przestępstw. Prawo, które pozwala na szukaniu ofiar. Prawo, które wymusza do zawierania ubezpieczeń. Jest to prawo, które w niczym cię nie chroni. Cel jest jeden, umocnić biznes firm ubezpieczeniowych. (Brux)