Został ukarany 1/3 swojej pensji za umycie balkonu.

Taką karę grzywny wymierzył mieszkańcowi jednego z bałuckich osiedli sąd rejonowy w Łodzi (XI.2017r). Trochę zaskakujące ale najdziwniejsze jest to, że sąd odmówił wydania oskarżonemu pisemnego uzasadnienia aby ten nie przekazał informacji o tej sprawie do wiadomości publicznej. Sprawa ma jednak większy wymiar i sięga głębiej dotykając obszaru bardzo złożonej przestępczości jakiej dopuszcza się komenda policji przy ul. Ciesielskiej. Czy można powiązać sprawę umycia balkonu przez jakiegoś lokatorów z przestępczą działalnością komendanta Policji? Otóż tak.

Przyjrzymy się tej łamigłówce, lokator został zmuszony okolicznościami do umycia balkonu, ale podczas tego zabiegu spłynęło trochę wody w dół. Zauważył to sąsiad mieszkający poniżej a że był skonfliktowany z sąsiadem doniósł o tym do administracji osiedla. Ta pouczyła sprawce, że tak nie wolno.

Ale nie skończyło się tylko na osiedlowej administracji, złośliwość sąsiada pognała go ze skargą na policję. I tu zaczyna się ciekawa historia. Rzeczywistym powodem złożenia skargi nie był fakt umycia balkonu przez sąsiada mieszkającego piętro wyżej ale jego praktyk walki o wprowadzenie i egzekwowanie przepisów zabraniających palenia tytoniu na balkonach w myśl artykułu 144, ustawy antynikotynowej oraz społecznej odpowiedzialności za bezpieczeństwo zdrowia dzieci. Otóż sąsiad składający skargę na policję jest miłośnikiem notorycznego palenia na balkonie, zupełnie lekceważącego uwagi administracji osiedla odwołującej się do zasady poszanowania praw lokatorów. Na nadgorliwego sąsiada w komendzie miejskiej przy ul. Ciesielskiej wyładowało aż kilka skarg dotyczących upodobań do swojego nawyku.

Tu bardzo ważnym okaże się stosunek policji do zgłaszanych skarg o uciążliwym palaczu. Ten stosunek był lekceważący, działania nie odnosiły skutku, starcia odbywały się prze wiele lat, gdzie wnoszący wnioski oskarżał policję o lekceważenie tego problemu dostrzegając związek tego stanu z ochroną nielegalnej sprzedaży tytoniu na rynku Bałuckim. Jest w tym dużo prawdy, gdyż oddalony o sto metrów od komendy rynek dysponuje kilkunastoma punkami sprzedaży tytoniu i alkoholu pochodzącego z przemytu. Czy kto kolwiek odwiedzających rynek spotkał tam patrol policji, który w jakimś stopniu utrudniał by nielegalną sprzedaż? Jest pełne przyzwolenie na taki handel. Czyżby łódzki, znany już policji aktywista walczący z upośledzeniem prawnym przypadkiem dostrzegł powiązania nielegalnego handlu tytoniu z opieką komendy policji przy ul. Ciesielskiej? Wcale nie jest to wykluczone.

Tak więc, kiedy miłośnik palenia tytoniu na balkonie doniósł policji o tym, że aktywista umył balkon, komenda kojarząc sprawę ze swoim przeciwnikiem, w ramach retorsji od razu obujęła ją wykroczeniem karnym.

Proszę teraz czytelników o zwrócenie uwagi na stosunek podejścia do sprawy. Przez wiele lat ktoś walczy w komendzie o godność w swoim życiu – bezskutecznie, a w tym przypadku od razu jest formułowany zarzut przestępstwa ze skutkiem skierowania sprawy do sądu o ukaranie.

To nie jest przypadek. Personel komendy policji przy ul. Ciesielskiej dokładnie wiedział z kim ma do czynienia w osobie na którą złożono skargę. Z pełną świadomością zastosowała znaną wszystkim regułę, że na każdego można znaleźć paragraf i w tym przypadku nadarzyła się okazja… ale do czego? Żeby w końcu zamknąć aktywiście usta, czyniąc z niego przestępcę. Osłabiając w ten sposób jego czystość intencji, bo ktoś kto był karany nie może być poważnie brany pod uwagę w walce o uczciwość. Jest już wyraźny powód by odrzucać wnioski takiej osoby i traktować ją nie poważnie.

Najciekawsza cześć tej historii odbyła się w sądzie. Ponieważ sprawę do sądu skierowała komenda policji miejskiej przy ul. Ciesielskiej, sąd uznał z góry że oskarżony jest winny i musi podlegać karze, a zadaniem sądu jest udowodnienie zasadności wymierzenia kary. Cała sprawa więc miała charakter farsy. Nie było żadnych szkód, wyraźnie było widać, że skarga lokatora miała charakter złośliwej zemsty, że policja znała historię sporu obu lokatorów i ujęła się tylko za jedną stroną, że samoistny opad wody nie może być traktowany jako jej wylanie, że umycie balkonu było sprowokowane postępowaniem małego dziecka… w tej sytuacji sąd podjął decyzję, że lokator złośliwie wylał wodę przez balkon gdzie ten czyn jest wykroczeniem z artykułu 51 KK. Oskarżony na zarzadzenie sędziego nie dostał uzasadnienia i pozwolenia na odwołanie się od wyroku. Czy jesteście zaskoczeni? Bo ja tak, ale tak właśnie działa w Polsce wymiar sprawiedliwości. Nie ma tu żadnej kontroli władz czy kogo kolwiek. A może tak działa tylko w Łodzi?

Co przychodzi Państwu na myśl, kiedy zestawimy sprawę ukarania osoby, która umyła balkon, zresztą osoby walczącej o bezpieczeństwo zdrowotne lokatorskiej społeczności z bezkarnością komendanta policji, który uczestniczy w procederze nielegalnej sprzedaży tytoniu?

Jak to jest, że policja i sąd może kogoś ukarać a byle co, ale nie ma nikogo, kto może ukarać policję czy sąd za ich zbrodnie? (Brux)

/ Jeśli jesteś ofiarą łódzkiego systemu nie-sprawiedliwości napisz do naszej redakcji: brux@post.com /